PROWOKACJA

Dawno, dawno temu, za górami i lasami była sobie kraina artykularzy. Artykularze żyli sobie spokojnie i dostatnio, aż tu nagle pojawił się zły smok, który nazywał się po prostu “Prowokator”. Smok siał wielki zamęt w krainie artykularzy. Pisywał bowiem artykuły kiepskie i nudne, artykularze więc mieszali go z błotem, wyśmiewając jego niekompetencję. Ale smok zrobił nagle coś co zadziwiło wszystkich do tego stopnia, że ich buzie zrobiły się tak okrągłe jak oczy bohaterów japońskich kreskówek. Powiedział on, iż jego artykuły to nie mniej nie więcej tylko:

p r o w o k a c j e

Artykularze nie wiedzieli za bardzo co z tym fantem zrobić, ale między tymi artykularzami było także kilku artykularzy pomniejszego formatu. Właściwie to nie byli prawdziwymi artykularzami tylko w ten sposób odrabiali grzechy popełnione w poprzednim wcieleniu. Więc ci “trochę” gorsi artykularze wpadli na pomysł, iż teraz już nie trzeba się starać przy pisaniu swych tekstów, przecież na wszelkie zarzuty można odpowiedzieć tylko jednym magicznym słowem: “to była prowokacja!” .

Tak właśnie dziś wygląda sytuacja panująca na naszej scenie. Wartością samą w sobie i dominującą stała się prowokacja. Prowokacja to wspaniały wynalazek. Nie trzeba się zbytnio starać, można ukryć swą indolencję twórczą, wreszcie można wyprzeć się nawet błędów merytorycznych, w końcu prowokacja zniesie wszystko. Szerzy się to zjawisko w różnych kręgach twórczych, znamiona prowokacji noszą zarówno nieudane dema jak i grafiki które zostają odkryte jako przerabiane skany. Powiedzmy sobie szczerze- dziś na scenie wszystkie nieudane produkcje nie są po prostu produkcjami nieudanymi lecz:

p r o w o k a c j a m i

Czy nie macie już tego dość? Bo ja mam, jeżeli kolejny raz ktoś wypuszcza jakąś produkcję i zamiast się przyznać, że ta produkcja była słaba, stwierdza że to była: “tylko prowokacja”. Można by zaryzykować stwierdzenie, że na naszej scenie nie ma słabych produkcji, są jedynie produkcje bardzo dobre i prowokacyjne. Skoncentrujmy się jednak na artykularstwie, bo w koncu od niego zaczęliśmy. Wydaje mi się że właśnie wśród writerów prowokacja szerzy się najbardziej. Nie wiem jak was, ale mnie to zjawisko po prostu wkurwia.

Zaczęło się dość niewinnie. Dwóch panów Azzaro i Def wymyśliło, że wystarczy rzucić jakąś kontrowersyjną myśl, a nożyce- czyli support do magazynu- same się odezwą. Rzecz jednak w tym, że artykuły te pisane były na poważnie i ich autorzy pisali je jak każdy inny artykuł, stosując jedynie chwyt kontrowersyjności. Jednak połowa artykularzy poczuła w czymś takim swoją szansę. Writerzy jak barany zaczęli stosować tę sztuczkę nie zastanawiając się nad nią, widząc tylko zalety a w zasadzie pewne mity. Więc po pierwsze ktoś wymyślił że prowokacja załatwia support do magazynu. Dobry support to stała zmora redakcji wszystkich magazynów dyskowych (pamiętacie te rumuńskie prośby? “Piszcie, bo magazyn jest dla was a nie dla redakcji”), więc kilka osób chytrze sobie założyło, że wystarczy na łamach maga rzucić kilka świńskich prowokacji a mag się sam zapełni. Po drugie ktoś inny odkrył, że dzięki prowokacjom można się stać sławnym, a wiadomo że kto jak kto ale scenowcy na sławę są szczególnie łasi. A po trzecie, ktoś inny (ale ten ktoś reprezentował już samo dno artykularstwa) stwierdził, że przy pisaniu tekstów nie trzeba się już starać, można pierdolić głupoty jakie się chce i nie ponosić za nie żadnej odpowiedzialności. Wystarczy po prostu wypowiedzieć magiczne słowo. Doszło już do tego, że niektórzy (ci mniej zorientowani) pisali swoje artykuły informując (tę również mniej zorientowaną część czytelników) że teraz w tekście nastąpi prowokacja, a oni liczą na oklaski i odzew publiki (w tej kolejności!). Poza tym, ktoś czwarty wymyślił, że jakby co to i tak zwali się wszystko na Azzaro i Defa.

Dlaczego tak bardzo mi się to nie podoba? Po prostu dlatego, że prowokacja zabija wszelką inwencję twórczą. Jeśli jest ona stosowana od czasu do czasu, wtedy naprawdę jest prowokacją, poza tym aby była ona naprawdę czymś dużym musi dotyczyć również czegoś dużego, no i musi być zaskoczeniem dla odbiorcy, czymś niespodziewanym. A na razie mamy do czynienia z sytuacją iż artykularz pisze: “a następne moje stwierdzenie będzie prowokacją, otóż uważam iż tak naprawdę demo Mute12 nie zasługuje na 1 miejsce”. Jest to po prostu żałosne. Najgorsze jest jednak to, że writerzy idą na łatwiznę. Po co myśleć nad tym co się pisze, po co się zastanawiać, po co się starać. Poza tym pisanie jest niebezpieczne, palnie się jakąś głupotę i nie można się jej potem wyprzeć. Kwestia nader drażliwa, no ale od czego w końcu jest prowokacja. Zabija ona niestety całą odpowiedzialność za słowo.

Niedawno w którymś z magazynów przeczytałem artykuł jednego z artykularzy. Tekst zawierał szereg bzdur na które nie pozostałem obojętny i napisałem niewielką replikę. Jakiś czas później otrzymałem od tego kolesia prywatny list w którym poinformował mnie, że jego artykuł to była prowokacja, dziękuje za moją odpowiedź i informuje że szykuje całą serię prowokacyjnych artykułów na różne tematy. Oczywiście koleś ten może się błażnić na całego i udawać później, że to było jego celem, najgorsze jest jednak to, że młodzież znów naczyta się bzdur i bezkrytycznie uzna prowokację za wyłączną technikę tworzenia.

Skończcie już z tym! To naprawdę do niczego nie prowadzi, a przynosi jedynie same szkody. Czy naprawdę tak trudno jest napisać poważny artykuł i później traktować go poważnie? Czy to zawsze musi być prowokacja? Czy bez niej nie można napisać artykułu ciekawego i głośnego? Dla mnie prowokacja to po prostu wyraz niemocy twórczej, stosuje ją tylko człowiek który nic sobą i swoimi dziełami nie prezentuje. Jeśli nie ma się pomysłów, inwencji to twórca chwyta się ostatniej deski ratunku czyli prowokacji. Poza tym, twórca powinien bronić swojego dzieła, jeśli upublicznia je to dla mnie oznacza to, że sygnuje je swoją ksywą i jest to dzieło najlepsze na jakie mógł się zdobyć, którego się nie wstydzi i które jest wyrazem jego sądów i opinii. Uważam, że prowokacja nie ukryje miałkości myśli, a i sposób na obronę to żaden. Piszcie poważnie, jeśli trzeba to brońcie się poważnie, ale nie udwajcie, że coś jest prowokacją, bo wtedy staje się to tylko i wyłącznie waszą porażką.

mcr/excess


Leave a Reply