SPOJRZENIE
Czy któryś z Was kiedyś się zastanawiał, ile inspiracji do swoich “dzieł” scenowych ciągniecie z życia codziennego? A może po roku, dwóch czy też trzech scenowania stwierdzasz, że robisz wręcz odwrotnie - przenosisz swoje “scenowe” instynkty i zachowania na grunty życia osobistego?
Otóż jakiś czas temu przeżyłem małe załamanie w moim życiu prywatnym, co oczywiśćie odbiło się dosyć na mojej, że tak powiem “działalności” scenowej. Ja (grafik), ZAWSZE potrzebuję inspiracji do jakiegoś działania, nieważne czy jest to proste zrobienie logoska, który ma rozmiary 160×128 pixeli, czy też wielkiej (20 - 70 MB) trace’owanej animacji wyświetlanej co chwila w lokalnej kablówce, liczonej przez tydzień non-stop. Cóż z tego wynika? Ano to, że rzec można by, że CAŁE nasze scenowanie chuja by było warte bez naszego życia osobistego i odwrotnie. No, może wyjątkiem są tutaj swapperzy, ale i tak do końca nie byłbym tego pewnien - w końcu też trzeba mieć “wenę twórczą” do napisania 50kB listów dziennie… Przykład? Proszę bardzo - dajmy na to, że
jesteś dość znanym scenowym muzykiem, może trochę niedocenianym (hi xBall!) , który nagle przeżywa ogromną tragedię w życiu osobistym. Co robisz? (oczywiśćie przyjmujemy, że nasz przykładowy “młody człowiek” jest “pełnoprawnym” scenowcem - coś bierze. ale i coś daje). Albo pijesz, albo szukasz czegoś “zastępczego” (zdajesz sobie sprawe, że nie da się tego zastąpić, ale to nic - życie w zakłamaniu rulz!), albo - uciekasz w świat sceny (w tym przypadku, powiedzmy muzykujesz). Napierdalasz po nocach komendami w DigiBoosterze czy innym Protrackerze, nie jesz, (czasami za mało korzystasz z łazieniki), samplujesz i odsłuchujesz setki różnych dźwięków, składasz to wszystko do kupy… Mija jakiś czas - znajdujesz swój modek gdzieś na hd`q, odpalsz hippa i… nie wierzysz własnym uszom że mogleś zrobić coś tak doskonale przekazującego twoje emocje? Takie sekwencje/sample - skąd ja to w ogóle wytrzasnąłem? Taki, a nie inny układ patternów - przecież to sprzeczne z zasadami tworzenia muzyki! itp. itd… No tak, ale o co w tym wszystkim chodzi? Ano chodzi mi o sam proces tworzenia / kreowania. Ja w swoim życiu (nie tylko scenowym) kieruję się prostą zasadą - “Nie rób niczego co ci nie odpowiada” lub też: “Nie rób rzeczy których nie lubisz, a przez które będziesz musiał robić inne rzeczy których nie lubisz” . Może to brzmi trochę zagmatwanie, ale jak się nad tym zastanowić to ma to
jakiś sens, czyż nie? Gdzie widać NAGMINNE przekraczanie tych “moich” zasad? Ano weźmy na przykład z dem. Demko JAM grupy UNIVERSE. Byłoby fajne gdyby nie zjebane tekstury, i “lekko” chujowa muza. Dlaczego grafik & muzyk odjebali taką chujnię (oczywiście porównując ich wkład do wkładu kodera)? Ano dlatego, że nie mieli inspiracji, pomysłu, czy nazwijcie to jak chcecie. “Dobra - ktoś powie - ale co ja mam, kurka, zrobić, jak przychodzi letter z WHQ z notką, że potrzeba grafę do dema “na wczoraj”. Może mam czekać dwa miechy zanim złapie zajawkę/doła żeby cośik narysować/wytrejsować, he?”. TAK! O to właśnie chodzi! Nie róbcie nic na siłę, a jak już coś zrobicie to tego nie save`ujcie… Niby można by powiedzieć, że taka sytuacja jest obecna na scene (tzn. taka, że każdy robi coś jak ma zajawę/doła), ale jest to gówno prawda! Po prostu gigantyczne opóźnienia (2 miechy i dłużej…) wynikają tylko i wyłącznie z lenistwa, a nie z jakiegokolwiek powodu. Dobra - można powiedzieć - to co ma niby zrobić taki organizer który dostaje letter od grafika raz na pół roku, ale to co ten człowiek tworzy wygląda tak że legendarny Lazur może się schować? Olać go! Albo… nie brać tego człowieka do produkcji dem/innych rzeczy wymagających szybkich sendów i dobrego zgrania. Niech taki grafik sobie tworzy grafy do slide`ów, mag`ów, mdisk`ów i innych (oczywiście z duuuużym wyprzedzeniem!).
He, to chyba będzie tyle. Wyłuściłem już wszystko co mi leżało na wątróbce. Na ra.
Stilgar